Inflacja wyniosła 17,2 proc. To bardzo dużo. Czy należy bić już na alarm, czy może sytuacja nie jest jeszcze aż tak tragiczna? Dr...
To też nie jest proste – w Polsce tak skomplikowano procesy inwestycyjne, że inwestycje zamierają. Rząd jednak jest w trudnej sytuacji – bo wycofanie się z polityki proinflacyjnej łatwe nie jest. Ale i w Grecji, która w zasadzie jest bankrutem. Są jednak – także blisko nas – państwa, w których ta inflacja jest nawet wyższa. Przede wszystkim sposobem byłoby ustanie napływu dodatkowego pieniądza na rynek, obniżania w ten sposób wartości złotego i napędzania spirali inflacyjnej. W tym momencie sektor bankowy nie potrzebuje dziś pieniędzy obywateli i zwiększenia stóp. Euro nie chroni przed kryzysem – o czym państwa posiadające euro mogły przekonać się w czasie kryzysu 2007 i 2008 roku. To nie talizman, ani amulet, ale zmiana nazwy i farby na walucie. Wspomniał Pan o krajach Unii, w których sytuacja jest znacznie lepsza. Euro nie poprawiło też sytuacji gospodarczej państw, które je przyjęły. Dr Andrzej Sadowski: Sytuacja alarmowa to była w lutym 2020 roku, gdy inflacja wzrosła rok do roku o 100 proc. Przede wszystkim ma tragiczny wpływ na finanse publiczne.
CNB nie zaskoczył i pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie (główna stopa procentowa wynosi 7%). Za taką decyzją głosowało 5 członków Zarządu, ...
Michla na konferencji nie wskazują by w tym temacie miało się szybko coś zmienić (prezes Michl mówił, że CNB będzie nadal zapobiegał nadmiernym ruchom kursów walutowych i że CNB nie postawiło sobie ograniczenia co do tego, ile z rezerw walutowych jest skłonny wykorzystać). CNB nie zaskoczył i pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie (główna stopa procentowa wynosi 7%). Powód, dla którego czeski bank centralny zatrzymał się w sierpniu w cyklu podwyżek, i jak wskazuje wczorajsza decyzja zatrzymał się na dobre, najlepiej obrazują wykresy poniżej.
Argentyna stoi u progu dziesiątego bankructwa. Kraj ten zmaga się z blisko 80-procentową inflacją, ludzi nie stać na kredyty, które są oprocentowane ponad ...
Po głównych ulicach dużych miast krążą osobnicy nazywani "arbolitos" (po polsku "drzewka"), u których można wymieniać peso na nielegalne dolary "blue". "Nie rozumiem zmian w systemie podatkowym". Co ciekawe, w Argentynie tego problemu prawie nie ma, choć odsetki od kredytów są około 10-krotnie większe. Faktycznie argentyńska waluta jest słabsza, a kurs wymiany wyraźnie wyższy (o około 20 proc.), bo wynosi około 185-189 peso. kurs dolara blue (niebieski), a więc nieoficjalny, ale wykorzystywany w praktyce. Części biedniejszych ludzi po prostu nie stać na robienie zapasów. Problem w tym, że pół kilo kosztuje teraz od 300 do 500 peso (zależnie od marki). Na co dzień nie widać, żeby ludzie wykupywali większe ilości konkretnych produktów w obawie przed tym, że za tydzień czy miesiąc będą jeszcze droższe — wskazuje Sylwia. Mogłoby się wydawać, że w takiej sytuacji warto robić jakieś większe zakupy i zapasy. Ryż czy mleko kosztuje około 100 peso (po przeliczeniu wychodzi około 3,4 zł). Polka mieszkająca w Argentynie opowiada o sytuacjach, gdy ceny na półkach sklepowych potrafią zmieniać się nawet z tygodnia na tydzień. Kraj ten zmaga się z blisko 80-procentową inflacją, ludzi nie stać na kredyty, które są oprocentowane ponad 10-krotnie wyżej niż w Polsce, a pieniądze są nic niewarte.